czwartek, 13 sierpnia 2009
Pierścionek przynosi mi szczęście

Specjalnie dla „Metra" z Berlina pisze piąty zawodnik igrzysk olimpijskich w Pekinie w biegu na 110 m przez płotki, mistrz świata, rekordzista świata i mistrz Europy juniorów na tym dystansie, Artur Noga

Radiuka, któremu ufam w 100 procentach. Wierzę, że nawet ostatnia kontuzja stawu skokowego (skręcenie) nie przeszkodzi mi w osiągnięciu sukcesu. Byłby nim dla mnie awans do finału, a w tym finale... zajęcie jak najwyższej lokaty.  Mistrzostwa to moja najważniejsza impreza w tym sezonie. Cel? Po prostu chcę się zaprezentować najlepiej, jak potrafię.

Przez cały rok solidnie i wytrwale wykonywałem polecenia mojego szkoleniowca Andrzeja Zabrałem ze sobą pierścionek, który daje mi wiarę i przynosi szczęście.

Na Stadionie Olimpijskim powinno biegać mi się dobrze, bo na trybunach zasiądą moi najbliżsi. Będzie mnie dopingować siostra z rodziną, nie zawiodą również ciocie ze swymi rodzinami, które na stałe mieszkają w Niemczech.

Oczywiście liczę też na polskich kibiców zza zachodniej granicy. Myślę, że nasza 47-osobowa ekipa nie sprawi zawodu i da dużo radości im oraz wszystkim widzom zgromadzonym przed telewizorami.

Według mnie, mamy sporo szans medalowych. Myślę, że przywieziemy więcej krążków niż trzy, które kadra wywalczyła dwa lata temu w Osace. Wierzę, że już jutro, pierwszego dnia mistrzostw, medal, który zmobilizuje nas wszystkich do walki, zdobędzie Tomek Majewski. Pozdrawiam polskich kibiców, trzymajcie za nas kciuki!

Artur Noga

 

piątek, 27 marca 2009
Kłócić się z Bogiem

Ewangelia uczy, że zbawienie pochodzi od Żydów (J 4,22), więc zacznę od szmoncesu. Icek modli się o wielką wygraną na loterii, na co Pan Bóg przypomina nieśmiało: - Icek, daj mi szansę, kup los...

Dalej już nie o handlu, o modlitwie. Ukazał się już jubileuszowy, dwunasty tom „Encyklopedii Katolickiej". Dzieło Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wszelkiej wiedzy pełne, nie tylko kościelnej, dotyczącej wszystkiego, co się z religią kojarzy. Otóż ów tom zaczyna się od hasła „Maryja", kończy zaś „Modlitwą". Kilkadziesiąt wielkich szpalt o modlitwie w różnych religiach i wyznaniach, w Biblii i literaturze polskiej...

Rozpędziwszy się bibliograficznie, przypominam również, iż M (jak miłość) wydało przed rokiem Doroty Szczerby „Praktyczny leksykon modlitwy". No i marcowa „Więź" nosi tytuł „Modlitwa jako droga", a na tej drodze autorzy z całkiem różnych parafii.

Z modlitwą jest problem, że to może i dialog, ale żeby nie był monologiem, trzeba umieć go prowadzić. Ba, trzeba wierzyć, że ma sens. Jest o tym oczywiście też w „Więzi". Zbawienie od nich pochodzi, więc zacytuję intelektualistę żydowskiego Konstantego Geberta, publicystę skądinąd od spraw całkiem świeckich, piszącego o polityce w „Gazecie Wyborczej" pod pseudonimem: Dawid Warszawski. Otóż tłumaczy on różne formy modlitwy, także tej „proszalnej":

„Czy Bóg nie wie, powiedzmy, że moja żona jest chora, a ja i pozostali moi bliscy pragniemy jej zdrowia? A jeżeli wie, to dlaczego nic Go to nie obchodzi? Miałoby być tak, że dopiero, jak Go poproszą, żeby wyzdrowiała, On z łaski spuści jej niebiańską penicylinę? Groteska. W takiego Boga również nie wierzę. (...) Bóg wie lepiej, jednak i ja wiem swoje. Wiem, że może w Bożym planie jest przyczyna, dla której moja żona jest chora. Mam jednak prawo nie godzić się na to." W tradycji hebrajskiej jest kłótnia z Bogiem, owszem. A tradycja to stara i święta.

piątek, 20 marca 2009
Spór o księdza Popiełuszkę

Nie przypuszczałem, że mój felieton sprzed paru tygodni wywoła jakąś polemikę. Myślałem naiwnie, że ksiądz Jerzy po 20 latach od upadku komunizmu jest postacią bezdyskusyjną, że dyskusyjna jest tylko ówczesna postawa wobec niego prymasa Glempa i wielu księży.

Tymczasem twierdzenie mojego współpasażera, że Popiełuszko zginął za politykę, nie za modlitwę, które mnie tak oburzyło, wcale nie odeszło w siną dal. Nadal ludzie tak myślą, różnie zresztą argumentując. Nie znajduje zrozumienia coś, co wydawało mi się oczywiste, że nie jest „polityką” mówienie prawdy o reżymie totalitarnym, mówienie, że jest on dogłębnie zakłamany. Że nie była „polityką” walka słowem, cichym słowem księdza Jerzego, o prawa człowieka, które są prawami Boga. Zaskoczył mnie szczególnie czytelnik, który znał Popiełuszkę ze spotkań prywatnych i stąd, że był jego katechetą. Otóż czytelnik uważa, że był on za mało kapłański. O co mu chodzi? Nie o to, że – jak mi opowiadała znajoma lekarka – pozwolił sobie na gest Kozakiewicza, mówiąc jej o esbekach. Pewnie to rzeczywiście nieelegancko i może nawet nieetycznie. Bo też Popiełuszko nie był bez skazy i – wbrew temu, co mi napisał czytelnik – wcale tak nie wygląda w filmie. Jest tam na przykład trochę próżny, zbyt chętnie daje się portretować. Czytelnikowi podpadł ksiądz, bo grał z uczniami w piłkę, a na lekcjach wciąż się śmiał. Ależ to było przecież cudowne duszpasterstwo! Cudowny duszpasterz akademicki we Wrocławiu, dzisiejszy biskup senior w Zielonej Górze, legendarny „Harnaś”, też grał z młodzieżą w piłkę, rzucał się od razu na boisko, nawet nie zdejmując piuski. Gol nie grzech, śmiech nie grzech. Same nie wystarczą, nie są warunkiem dostatecznym, nawet i koniecznym – ale pomagają, nie szkodzą w dobrym księżym duszołówstwie.

piątek, 13 marca 2009
Kropidło, prawidło, pstrąg

W lutowym „Przeglądzie Powszechnym” dyskusja „Polak-katolik - szansa czy zagrożenie dla nowoczesnej polskości”. Czy w Polsce Roku Pańskiego 2009 Kościół rzymskokatolicki panoszy się nadmiernie, czyli czy jest nienowocześnie. Pod przewodem redaktora „Przeglądu” Sebastiana Dudy wymieniają poglądy redaktor kwartalnika „44/Czterdzieści i cztery” Nikodem Bończa-Tomaszewski, prowincjał jezuitów Dariusz Kowalczyk i Adam Leszczyński z „Gazety Wyborczej”. Wyjmę z tekstu Leszczyńskiego jedno twierdzenie i skomentuję po swojemu.

Według niego sprzeczne z nowoczesnością, czyli z prawidłami demokracji, jest między innymi to, że „trudno sobie wyobrazić uroczystość państwową bez katolickiego księdza albo otwarcie mostu bez jego poświęcenia”.

Temat ma tyle lat, ile nasza demokracja. Rzeczywiście zaczęła się od swoistej sakralizacji, kropidło poszło w taki ruch, że wnet co głębiej myślący katolicy zaczęli pytać, komu to wychodzi na dobre. Bo nie Kościołowi (katolickiemu), któremu żądni kościelnego poparcia politycy niechcący robią gębę nieznośnego natręta.

Rośnie jednak gęba dalej, albowiem też wielu duchownych uważa, że świat robi się świętszy, gdy ksiądz coś wygłosi, każe się pomodlić albo jego myśli grzecznie posłuchać. Uważa, że w życiu duchowym jest jak w komputerze: naciskasz ikonkę (czyli święty obrazek) i efekt murowany.

Poświęcenie to nie magia, ale modlitwa, i ma sens, nawet wielki, ale nic na siłę. Gdybym był księdzem, poproszony o religijny występ najpierw zapytałbym petenta, czy aby na pewno życzy sobie tego cała reprezentowana przezeń populacja. Gdyby się upierał, nie kazałbym mu spadać, tylko powiedziałbym: poświęcę, ale w towarzystwie duchownego innego wyznania. Niech takowego znajdzie i skutecznie zaprosi. Będzie ekumenizm, nie będzie wrażenia, że pcha się potężny Kościół, którego wszędzie pełno.

Tyle myśli zwariowanego ekumenisty. A dlaczego w tytule pstrąg? Bo to przecież ryba, symbol chrześcijaństwa przez pierwsze trzy wieki, kiedy jeszcze nikt nie kojarzył go z religijnym nachalstwem.

czwartek, 05 marca 2009
Wiosna przyszła

Tak, tak. Dla mnie już się zaczęła, a widocznym znakiem tego jest to, że już  dwukrotnie wsiadłem na dwa kółka, by przemykać po okolicach Warszawy. Co ciekawe, zimno nie było. Wystarczyły rękawiczki, zwykła czapka i kurtka nieprzepuszczająca wiatru. Czy było ciężko? Skłamałbym, gdybym napisał, że śmigałem niczym wiewiórka.

Wiosna skończyła się bowiem w naszych parkach, okolicach bloków, generalnie w mieście. W lesie, jeszcze w ostatni weekend, śniegu było aż nadto. Po zmrożonej masie nie jeździ się jednak ani przyjemniej, ani lekko. Jeśli więc też chcecie powitać wiosnę na dwóch kółkach, dwa razy się zastanówcie zanim wjedziecie do lasu. Zresztą, nie tylko tam. Boczne uliczki podwarszawskiego Milanówka przypominały zbombardowane bagno. Dziur nie sposób było ominąć, chyba że brnąc przez wspomniane błoto. Najprzyjemniej jeździ się więc teraz po asfalcie, szczególnie w niedzielę, gdy ruch na drogach jest naprawdę niewielki. Że samochody? No, takie są uroki tej wiosny. W sumie dobrze, że przyszła.

 ps. Wsiadając na rower nie zapomnij o wodzie. Nie są to letnie upały, ale podczas wysiłku organizm mocno się odwadnia, choć tego zupełnie nie czujemy.  

 

Prawdziwy smok księdza Popiełuszki

Jadę autobusem na Ursynów, siada koło mnie starszy pan - i zaczyna wygadywać. Najpierw na telewizję, że nic tam ciekawego, politycy okropni, potem konkretnie na Wałęsę - i wreszcie na księdza Popiełuszkę: gdyby się modlił, nie politykował, nie zginąłby. Wkurzył mnie ten głos Urbana po tylu latach - zapytałem faceta, czy zatem dobrze, że go zabili, czy może sam by go zabił. Przesiadł się zbity z pantałyku.

27 czerwca 1984 r. spotkałem księdza Jerzego na imieninach u biskupa Miziołka. Zacząłem mówić, że miło mi poznać tak sławnego człowieka - i nagle zrozumiałem, że odezwałem się bardzo głupio - sława ciążyła mu już strasznie. Zachowywał się jak zaszczute zwierzę - podszedł do solenizanta i powiedział, że jest on jego jedynym obrońcą.

Wspominam to nie po to, żeby rozważać relacje między Popiełuszką a prymasem Glempem, który - jak sam przypomniał, grając siebie w filmie na temat męczennika - posądzał go początkowo o pogoń za sławą. Drażni mnie pewność lustratorów, przekonanych, że w tamtych czasach byliby nieomylni. Chcę tylko tym wspomnieniem wytłumaczyć, że ksiądz Jerzy nie był żadnym showmanem. Nie miał w ogóle tupetu - ksiądz Stanisław Tkocz, nieżyjący dziś niestety redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, mówił mi, że zapamiętał, jak ten kapelan warszawskiej „Solidarności” na jakimś księżym spotkaniu w każdej kolejce stawał na końcu.

Nie walczył z ludźmi, tylko z systemem. Bez krzyku, spokojnie, bez cienia nienawiści, którą uważał za ciężki grzech, upominał się o prawdę. Jeśli była to polityka, to bliższa modlitwie niż jakiemukolwiek partyjniactwu. Gdy trybuna sejmowa nie służy prawdzie, musi zastępować ją ambona. Tylko wtedy, ale wtedy powinna.

Święty Jerzy na świętym obrazku walczy ze smokiem - warszawski święty tego imienia walczył z potworem nieprawdy - i odniósł za grobem oczywiste zwycięstwo.

janturnau.blox.pl

jan.turnau@agora.pl

piątek, 30 stycznia 2009
MAJA WRÓCIŁA DO SZPITALA

Spróbuję, żeby nie było za bardzo grobowo, choć uprzedzam z góry - może się nie dać. Zacznę więc poetycko. "Dzień, w którym zatrzymała się ziemia" - czy jakoś tak - wielki bilboard z tytułem tegoż filmu widziałem wracając ze szpitala. Mój dzień, w którym zatrzymała się ziemia to sobota. A w zasadzie noc z soboty na niedzielę. Po furii dziecka starszego, na które nałożyło się i zazdrość wielka i choróbsko kaszlowe, napady kilkunasto minutowe pokasływań zaczęła mieć Majka. A ja pełno w majtkach. I nic już nie miało znaczenia, świat przestał istnieć, został tylko czas odliczający minuty do następnego kaszlnięcia i nieuchronna po nim lawina myśli, głównie czarnych.

maja, choroba, szpital, zapalenie płuc, ojciec, raj, hantek

Rano przywołałem pomoc. Diagnozy: u Hanki zapalenie oskrzeli, u Majki kaszel, który ma ustąpić, bo na razie nic nie słychać, gorączki tyż nie ma. Ale we wtorek rano już było słychać i to jak cholera, zarówno w przychodni, jak i już później w szpitalu. No i została tam, a z nią zapłakana Najwspanialsza Matka Globu, dzielna, jak nie wiem.
I u Ojca się zbiera na ryczenie, dlatego piszę, żeby się powstrzymać. Zbiera się nawet nie dlatego, że dziecko chore, bo choć stan u takiego noworodka to poważny, to przecież nie krytyczny. Zbiera się Ojcu, bo nic się nie dało zrobić, nijak zabezpieczyć, uchronić. Poszło i nieuchronność tego szpitala i tej konieczności spędzenia w nim dni kilku (nastu???) jest straszna, jak się chce tak bardzo już mieć wszystkich w domu, wszystkich i zdrowych.

Niemal równo po czterech tygodniach obecności na świecie i w domostwie Państwa Raj, uznała widocznie nasza najmłodsza, że się wyprowadza. A na poważnie - zapalenie płuc, antybiotyk dożylnie i czekamy. Klitka w szpitalu, dookoła mocno chore dzieci, atmosfera wisielcza, tylko widok z okna piękny, na ogrodowy park, co i raz z dachu zrywa się cała masa ptaków - niesamowite wrażenie, jakby z głowy wylatywały.
Ale to za mało, żeby chcieć tam zostać choćby minutę dłużej niż to konieczne. Więc trzepnąłem kota, który próbował wleźć do pustego łóżeczka Majki, ślę wielkiego całusa NMG (wszystkie matki płaczą na oddziale, a ojcowie w domach) i wiem, że wszystko będzie dobrze, kończąc równie poetycko, aczkolwiek jednak nazbyt grobowo.

PS: Chore dziecko w szpitalu wygląda tak (zdjęcie z MMS-a mialo tytuł: "Tato zjadłam i zrobiłam kupę"):

maja, choroba, szpital, zapalenie płuc, ojciec, raj, hantek

PS2: Okoliczności zabiły newsa, o którym miał być wpis kolejny - na Ojca Raj możecie już wchodzić z adresy http://ojcaraj.pl, albo po prostu ojcaraj.pl. To prezent dla Majki od człowieka wspaniałego, o sercu wielkim i gołębim. Wojtko jego imię.

niedziela, 18 stycznia 2009
O OBFITOŚCI MLEKIEM CIEKNĄCEJ

Normalnie mowę odjęło, słów zabrakło, gęba w uśmiechu się rozszerzyła i tak została euforią sparaliżowana. Byliśmy na kontroli z Majtkiem. 3595, czyli o 5 gram więcej niż waga urodzeniowa, o 315 gram więcej niż przy wypisie 3 stycznia. (to było 10 stycznia, teraz będzie jeszcze więcej - kontrola we wtorek!).

maja, majka, mama, ojciec, raj, ojca

Najwspanialsza Matka Globu chodzi teraz dumna jak paw z piersiami do przodu. Mleczna droga spływa do żołądka Majtka i tuczy, tuczy. Musicie zrozumieć bezmiar radości, z Hantkiem pojechaliśmy na kontrolę, to było o 50 gram więcej i euforia była porównywalna, bo to był pierwszy podskok w górę i znak, że żółtaczka przegrywa. No super, oby tak dalej.
A te glutki w nosie Majtka co się pojawiły, to g... nie choroba. Taka już przypadłość zimowa Rajów najwyraźniej, że wszystkie osobniki gatunku tegoż (płci żeńskiej) muszą mieć zielono w nosie.

maja, majka, mama, ojciec, raj, ojca, gluty

UWAGA QUIZ!
Zamiast odpowiedzi na liczne pytania, czy Majtek jest do Hantka podobna, zamieszczam poniższy kolaż i odpowiedni do niego teścik. Do miłego rozwiązywania. A mróz niech trwa i zarazy zabija.
Hantek to ta:

z prawej

z lewej

obie to hantek

żadna to Hantek

hania, hanka, maja, majka, raj, ojciec, matka, mama, siostry, córki

czwartek, 01 stycznia 2009
MAJA RAJ, UR. 01.01.09 O GODZ. 05.09

Przed północą w kanonadzie petard skurcze zapukały do nas z impetem i częstotliwością nakazującą zebranie pupy w troki. Ale co ja będę bełkotał... Zobaczcie.

maja, córka, poród, nowy rok, ojciec, raj, mama, matka

Pierwsze zdjęcie Majtka - 20 minut po urodzeniu, czyli zrobione o 5.29. Waga: 3590g. Długość: 54. A więc... wykapana Hania (3600 i 53). Z twarzy też podobna...

maja, córka, poród, nowy rok, ojciec, raj, mama, matka

Sam poród szybki (3 godz. od przyjęcia do płaczu), bez znieczulenia, co nie znaczy, że bez bólu. Najwspanialsza Matka Globu jest super, super, super, tyle wam powiem.
Na zdjęciu poniżej godz. 3.35, okazuje się, że droga Majtka do wyjścia ma już szerokość 5 cm. Ale nie wiedzieliśmy, że później zacznie nap... nagle i szybko.

maja, córka, poród, nowy rok, ojciec, raj, mama, matka

Więcej (opisów, zdjęć, emocji, wzruszeń) później. NMG odpoczywa, Majka odpoczywa, Hanka nawet nie zauważyła, że w nocy była z nią babka, Ojciec Raj odpocząć nie może, bo za dużo krwi mu się w nocy ugotowało i teraz musi odtajać.
Rany, mówiłem, że to będzie boski rok! 

maja, córka, poród, nowy rok, ojciec, raj, mama, matka

środa, 31 grudnia 2008
FINAL COUNTDOWN - ODLICZAMY I (CHYBA) RODZIMY!!! PA!!!

11.39; 12.09; 12.42; 13.08; 13.40; 13.55; 14.04; 14.18; 14.39; 14.51; 15.06; 15.18 - cisza i 15.58...

To nie godziny odjazdu metra ze stacji Politechnika, ale częstotliwość natarć małej Majki na kości Najwspanialszej Matki Globu 31 grudnia 2008 r., tudzież wypychanie przez organizm matczyny dziecka kochanego z łona - mówiąc fachowo skurcze. Czekamy aż będą co 5 minut. I jedziemy do szpitala. Dziś, czy w Nowy Rok?
Kosmetyczka spakowana, torba też, ojciec trzeźwy, wino kupione na Sylwestra zostanie wypite najpewniej innym razem.

rodzenie, brzuch, poród, majka, ojciec, raj, mama, dziecko

O godz. 17 mają (mieli) przyjść (przyszli) znajomi z dzieckiem na Sylwestra. Brzuch się uspokoi, czy przybędą tylko po to, żeby zabrać Hankę na kilka tylko (oby) godzin do siebie? Ale jazda! Dyżur noworoczny w pracy odwołałem. Ale jazda. Kolejny wpis mamy oboje nadzieję już ze zdjęciami Najmniejszej. Ale jazda! Denerwuję się, choć to drugi raz, ale z Hanką to było znienacka i wywoływane potem, a tutaj końcowe odliczanie, które kreuje emocje. Ale jazda! Dobra wystarczy. Hurrrrrrrrrrra! To będzie boski rok!

PS: Tam już nic nie napiszę...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16